treść listów opublikowana została w półroczniku "Dziedzictwo Kresowe", ISSN 2299-7024 
nr 7 (grudzień 2015 r.) str. 9-11  i  nr 8 (czerwiec 2016 r.) str. 4-5.
Katarzyna Żebrowska

Listy z Tupalszczyzny

13-go października [1931 r.]
Kochana Zosiu! (1)
Otrzymałam (2) obydwa twoje listy, prędko jeden po drugim, bo okazji na pocztę nie było, dziękuję że pamiętasz i piszesz. U nas po twym wyjeździe na razie było bardzo pusto i smutno, ale do wszystkiego człowiek przyzwyczaja się, traci się najbliższe osoby bez których życia nie możesz sobie wyobrazić, na razie cierpisz, a z czasem zżywa się z tym, myśl stopniowo odsuwa się co raz dalej i prawie zapomina się.
Wzięłyśmy dziewczynę z Galimców (3) siostra żony Siemiona Danilczyka, młoda lat 18, była kiedyś u Sielankowej przy dzieciach parę miesięcy. Naturalnie nic nie umie ale stara się i chce umieć, chwyta się za wszystko i zamiata, nalewa lampy (4), sprząta mieszkanie, czyści buty, powymywała wszystko wszędzie, sama już gotuje zacierkę, zbiera co da się dla krów, nawet pierze darła (5) dla p. Wereżyny (6), ciągle pyta „a co teraz robić”, nawet irytuje mnie tym. Dwa razy upiekła chleb, udało się średnio. Symonicha razem z nią prała bieliznę, a maglowała i prasowała sama, pokazywałam jak składać. Umówiłam miesięcznie, o każdej porze możemy rozstać się bez pretenzyi. Otrzymuje 15 zł, nazywa się Olga. Wybraliśmy (7) kartofle i warzywa, dla nas aż zanadto na cały rok, krowy dają prawie w jednej mierze, 3 razy biłam masło (8). Na zimę myślę Zulkę (9) sprzedać, zawsze z nią ambaras (10) przy cieleniu, teraz zdrowa, co prawda teraz strasznie tanio, może i 100 zł nie dadzą za nią, druga krowa popróbujemy zalokować (11) w Moskalew (12). Albo gdzie indziej, a nie uda się, to też sprzedamy, a na wiosnę kupi się. Z karmem wszędzie bardzo skąpo. Chwała Bogu, że pogoda te dni się poprawiła, a to ludzie rozpaczali z wybraniem kartofli. U p. Edwinowej  (13) [kartofle] jak zawsze śliczne, a u Pawluciów (14) średnie. p. Weryżyna już zaczęła chodzić do szkoły do Padniewicz (15), ma urządzać jasełka (16) na Boże Narodzenie w nowej szkole w Wróblewszczyźnie (17). p. Stanisław (18) jest w
Tupalszcz. (19), codzień we czworo t.j. z Władkiem (20) gramy trochę w winta, parę razy jeździł na rybę. Już mularz umówiony za parę dni ma przyjść. W rogowych pokojach okna już wstawione (21). Wczoraj była Tusia (22), przywiozła nam sporo jabłek, mam ambaras ze składaniem, nie mam gdzie podziać.
Pisała Mila (23), dzieci chodzą do szkoły, u Marysi (24) jeszcze nic nie słychać. U Misia (25) nic nowego zawsze jest w Gdyni. Wicio (26) 17-go ma być w Wołożynie na sprawie za Kijowczyk, kto wie, może i do nas zajedzie. Zdaje się o wszystkim napisałam. Twoje rzeczy wszystkie złożyłam do
szafki i zamknęłam. U Pawluciów po staremu ciągłe nieporozumienia z ciotką, tak że ona już kilka dni siedzi w Wojciniewie (27) u siostry, jak nadal będzie nie wiadomo a matka p. Pawluciowej bardzo chora, leżąca, ogromna rana na nodze, jeździła sama Pawluciowa, a dziś pojechała Jadzia, mają
przywieźć doktora z Wołożyna. Szkoda ich biednych. Co do Ciebie, naturalnie, kiedy zechcesz powrócisz do nas, wszyscy tym bardzo interesują się, zawsze pytają, czy powrócisz. Mojem zdaniem, musisz bezwarunkowo pozostać do powrotu Oldzika (28) z wojska, a to że to wypadnie przed świętami, to może i święta, zresztą to będzie widoczne potrzebna ty im czy nie, musisz starać się być użyteczną, nie jesteś niedołężną, by siedzieć na łasce, a pożyjesz jakiś czas spokojnie, wygodnie, odpoczniesz, zechcesz wrócić, zawsze przy nas znajdzie się jakiś kąt puki ja żyję. Niemało przeżyliśmy biedy i nędzy razem, jak wiesz i teraz niema wielkich dostatków, na każdym kroku musimy oszczędzać się i myśleć o dniu jutrzejszym. Swoich rad nie narzucaj, pomagaj jak możesz swoim, ale nie wtrącaj się do niczego gdzie Ciebie nie pytają. Myślę, że najwięcej możesz pomóc przy dziecku, a i z gotowaniem młoda gospodyni pewnie nie praktyczna. Późno już wszyscy śpią. Jutro p. Stanisław (29) jedzie do Iwieńca, a chcę list wysłać, więc piszę drzemiąc. Całuję ciebie serdecznie, zawsze o tobie pamiętam i modlę się za ciebie.
Życzliwa K. Żebrowska
Mówiła Tusia , jakoby w gazecie było, że do Rosji pisać listów nie można, ale ona zapomniała przywieźć gazetę jak zazwyczaj,  chociaż specjalnie dla mnie odłożyli. Jak przyjechała Tusia, znalazła że bez ciebie bardzo pusto, nawet do kuchni nie chce się iść. Za parę tygodni ma być ślub Esterki, dziś była u nas z ojcem. Może bez ciebie trochę i nudno, ale jakoś dajemy sobie radę. Oldzikowi za pamięć dziękuję, serdecznie życzę mu wszelkiego powodzenia, żeby syn dobrze hodował się i rósł na pociechę. Pozdrowienia im zasyłam.

Kochana Zosiu!
Po tylu latach życia przy nas nic dziwnego że przyzwyczaiłaś się jak do domu własnego, gdzie my tam i dom twój, smutno tylko że my nie siedzimy na własnem, nie jestem gospodynią u siebie. Dla ciebie chciałabym żebyś była zabezpieczona na całe życie, ale wiesz że tego zrobić nie mogę, jestem stara, na razie Bogu dzięki niczyjej łaski nie potrzebuję, ale kto wie jak i gdzie przyjdzie się dożywać. Co do Ciebie uważam, tak jak już mówiłam, że musisz otwarcie rozmówić się z Oldzikiem. Na żądanie jego żebyś przyjechała nie zastanawiałaś się, co robisz, przecież nie radziłaś się mnie o to, od razu napisałaś, że jedziesz. Nie przeszkadzałam, myślałam, może tak umówiliście się z nim, może tak dla ciebie lepiej. Co prawda żebyś zapytała mnie, zawsze powiedziałabym, że musisz pojechać na czas jego nieobecności pomóc żonie jego podhodować dziecko. Nie jesteś zabezpieczoną żebyś mogła żyć z gotówki ani
niedołężną, żeby siedzieć na łasce co dadzą, możesz pracować, jeżeli nasze warunki złe, to szukać czegoś lepszego. O tem wszystkiem musisz powiedzieć Oldzikowi. Jak dobrze wiesz, zawsze możesz wrócić do nas jak do domu, ale niech Oldzik wie, że on jeden na którego możesz rozliczać w razie potrzeby. Żeby któren z moich synów siedział na gospodarce na wsi było by co innego, a tak oni dzisiaj tu, jutro nie wiadomo gdzie. W tych dniach mają przyjechać na parę tygodni Wicio z Wandzią (31). Miś (32) pisał że być może na święta przyjedzie na kilka dni, odpisałam że jeżeli na 2-3 dni to nie warto jechać, więcej zmęczenia i kosztu niż przyjemności. Z posyłki był bardzo zadowolony, nie tylko on ale i koledzy jego, którzy mieszkają razem na okręcie. p. Weryżyna pisała tobie o Stasiu. Rzeczywiście dwa dni było mu bardzo niedobrze, teraz już chodzi ale kaszle. Z Moskalewszczyzny do nas nie zaglądają, na polowania i różne pojazdki mają czas i możnoście a odwiedzić Stasia nie mogą. Jaśkowi zawsze bardzo grzeczni, często przychodzą, a z Moskalew. i imienin jemu nie powinszowali. Pawluciowie o mieszkaniu nic nie wspominają. Co prawda do tych czas wszędzie ciepło, więc i u nich również. Teraz stale biorę u nich mleko, wczoraj zabili kabanka  (33) więc wzięłam i wieprzowiny, a kilka baranów rżnęli, zawsze prosi część wziąć, bo zawsze naprzód weźmie kilka złotych. U nich ciągle Linka siedzi w Pierszajach (34), bo babka chora, leżąca. Jak oni wykręcają się, Bóg ich wie, ale nędza wielka, a ona pracuje jak wół. Z gotowaniem u nas mało udaje się, płyta nie pali się cały dzień jak było dawniej. U Janowej z Wasilichą dochodzi czasem do bijki, podobno Jan nawet raz chodził do policji i chciał by gdzie miejsce znaleźć, żeby nie mieszkać w jednej chacie, ale to rzecz nie łatwa. Prosił żeby postarać się dla niego o miejsce stróża przy szkole, prosili, ale wątpimy by co z tego wyszło.
Dla Stasia staram się zawsze o książki, więc czyta jak to on zawsze robił, nic nie widzi, nie słyszy co się dzieje na około. A ty czy czytasz, pewno książki masz? Miał już być ślub Esterki ale coś znowu odłożyli. Z p. Weryżyną byłyśmy na dzień zaduszny w Iwieńcu. Z Esterką już zrobiono rachunek, re,,,,ła Cię, a to wiele o tem gadała. Myślę, że w tym roku u nas będzie w mieszkaniu cieplej, nowy piec dobrze grzeje, a w dodatku naokoło domu obłożyli mchem i obili deskami, (naturalnie z dołu od ziemi, fundamenta) także może nie będzie wiać z pod podłogi. Siemion jak zawsze przychodzi na pogawędki codziennie. Dużego zapasu drew nie mamy, ale w każdym razie nigdy nie brakuje i Staś o tem myśli. Nie miałam zamiaru teraz pisać do Ciebie, dziś mnie jakoś głowa boli i dostałam kataru, ale pomyślałam że jak Wiktorostwo(35) przyjadą, nie będę miała czasu. Olga dobra dziewczyna do wszystkiego, ale gotować nie umie, sama zrobi chyba kapustę i bliny, nauczyła się piec naleśniki. Dobrze że chętna i czyściocha. Naszatkowałyśmy faseczkę (36) kapusty, na razie trzymam w spiżarni. Wszyscy lokujemy się po staremu, rogowy pokój stoi pusty. W domu cisza i spokój, tylko Władek w takiem usposobieniu,
że jak nie leży, to stale chodzi w kółko i gada bez ustanku.
Jeżeli interesujesz się moją radą, pamiętaj Zosiu, żebyś zostawiła po sobie dobrą pamięć, żeby zawsze byli z ciebie radzi, a że wydałaś się, cóż robić, pożyłaś ten czas inaczej, odpoczęłaś. Po rozmowie z Oldzikiem napisz nam. Oldzikowi za pamięć dziękuję i również przesyłam pozdrowienia. Ciebie
całuję serdecznie, życzę żeby Bóg natchnął urządzić się jak dla ciebie najlepiej, a nie możesz wątpić że życzenia tego są szczere.
Kochająca Ciebie K. Żebrowska
17.XI. Zdaje się jutro Staś (37) jedzie do Iwieńca, więc ten list odwiezie. Miś zapytywał co piszesz, jak masz się.

Kochana Zosiu!
Dziękuję tobie za pamięć i życzenia, a ponieważ święta nie daleko więc jednocześnie winszuję świąt, życzę dobrze ich spędzić, a również życzę żeby następujący Nowy rok był dla ciebie pomyślny, zmienił los twój na lepszy. Cóż mam radzić jak masz postąpić, powiedziałam swoje zdanie, uważaj sama jak lepiej tak i rób. Musisz tylko pamiętać byle nie było kłótni, niech lepiej twoje przejdzie byle była zgoda, a i siostra ciebie prosiła, żebyś matkowała Oldzikowi. Od siebie tylko dam radę, w żadnym razie nie ruszać tych trochę z takim trudem zebranych pieniędzy, które masz u mnie, tam w jeden miesiąc
przeżywa się więcej niż ty masz przez całe życie. Do nas zawsze możesz wrócić, nim my z p. Weryżyną mamy swój kąt. Biedny Antoś bardzo go szkoda, ale może Bóg da ona poprawi się. U nas Staś kilka dni ciężko przechorował, ale zdaje się, o tym już pisałam, a potem ja też, pewno było coś w rodzaju
grypy, a po niej został taki katar jakiego nigdy w życiu nie miałam, nawet jeździłam do dokt. Połońskiego (38) poradzić się. Mam lekarstwa i teraz już lepiej, ale w każdym razie jeszcze jestem zakatarzoną. Przed imieninami memi  (39) przyjechali Wicio i Wandzia (40), byli u nas dwa tygodnie. Na imieniny oprócz Jaśkowych nikogo nie było, odłożyli na niedzielę, żeby urządzić polowanie. Byli Tusia z Adasiem (41), Sielanko, Tycio (42), p. Reut i Jaśkowi, zabili kilka zajęcy. Przed tem Wicio był na polowaniu w Pierszajach, przywiózł 4 zające, tak że tego dobrego jest sporo. Na obiad wystawnydawałam:
• zwyczajne zakąski,
• bulion z ryżem,
• mięso pod sosem chrzanowym,
• gęś z jabłkami i
• kakaowy kisielek z bitą śmietanką.
Ze wszystkimi robotami Ola sprawuje się bardzo dobrze, tylko z gotowaniem nie może poradzić. Prędko minęły dwa tygodnie i 9-tego Wiciostwo wyjechali. Na imieniny dostałam dużo listów i wszystkie jakieś smutne, wszędzie bieda, ciężko żyje się. Władzia Grabowska (43) pisze, że jest ciężko chora, co jej jest nie pisze, ale pisze że długo już nie pożyje. Janka Marjanowa (44) leży w szpitalu, robiła operacje na obydwóch nogach wycinali kosteczki, co ją zawsze bolały. Z posadą Marjanka Bóg wie jak będzie, redukcja. Wicio też nie jest pewny swojej. p. Marja i brat jej - bez posad. Interesa pani Sielickiej tak złe, czy utrzyma się z kramów – nie wiadomo. Mila (45) i dzieci były leżące, jednym słowem jak zmówili się, wszystkie wiadomości były takie. p. Naborowska i p. Tytus (46) zimują u Sielanków, nie mają gdzie. Dobrze kto ma swój kąt, czy grosz zaoszczędzony, w tych czasach nigdzie nic pewnego. My jak zwykle żyjemy po staremu. W mieszkaniu Bogu dzięki ciepło, piec grzeje, mrozów wielkich nie było. Biedni Pawluciowie jednakże marzną i klepią biedę. Biorę u nich co dzień 2 litry mleka. Maciejewski zabił knurka (47), więc wzięłam u niego 2 pudy (48) dobrego mięsa po 60 gr kilo. Z produktami kłopotu nie ma. Staś (49) mało wyjeżdża teraz z domu. Ciągle czyta, książki dostarcza przeważnie p. Szura (50). Jadzia prosiła o twój adres ale ja wzięłam jej list i odsyłam. Nie pamiętam, czy pisałam, że Janowa z Wasilichą (51) biją się, robią skandale, do Pawluciów latają na skargi. Czekam wiadomości od Misia, pisał że jeżeli dadzą urlop taki, że trzy dni przebędzie w domu, to przyjedzie. Prosił o twój adres. Pewno wiesz że dawniejsze 25 groszowe znaczki nie idą. Dziś wypadło trochę śniegu, pierwszy raz jadę sankami. P. Weryżyna pojechała do Iwieńca. W Moskalew (52) z większego remąt skończony, Tusia marzy o przeniesieniu się na swoje mieszkanie. Po świętach szkoła przeniesie się do Wróbl. (53), będzie p. Weryżynie dalej chodzić. Podziękuj Oldzikowi za pamięć i życzenia. Posyłam Wam opłatek, dzielę się z Tobą nim jak zawsze. Bądź zdrowa, kochana Zosiu, zawsze o tobie pamiętam.
Całuję ciebie serdecznie KŻ.
Czy nie mieliście wiadomości od Piotrowskich z Rosji (54)?

30-go grudnia 31r.
Kochana Zosiu!
Zaczynam od interesu, żeby potem nie zapomnieć. Przed świętami była u nas siostra Emilki Paulina. Przed paru miesiącami ze znajomą przeszła granicę koło Wołmy, potem przebywała w Wołożynie, a potem jadąc do Rakowa parę godzin była u nas. Nic ciekawego, nowego nie opowiadała, byłam nawet zła bo nic o twoich nie wie, chociaż była u Michała dłuższy czas. Michałowi i Jadzi żyje się dobrze materialnie, widziała u nich Maniusię, mówi że zdaje się jest maszynistką i zdaje się nic więcej o nich nie wie. Rózia (55) mieszka przy katedrze, jej też dobrze, a Andrzeja (56) już drugi rok jak wysłali. Z moich znajomych ona nikogo nie zna. Mówiła, że wszyscy boją się otrzymywać listy z Polski. Sama Paulina (57) wygląda bardzo dobrze, ma złote zęby, ubrana przezwoicie, na razie pojechała do krewnych w Rakowie, a potem wybiera się do Wilna, a może i Warszawy. Prosiła o adres do Emilki. Jeśli go masz przyszlij go mnie, a ja odeszle pod adresem wskazanym mnie, a jeżeli nie masz może zapytasz o niego Ludkę. Podobno Paulina zajmowała się szyciem. Biedny Antoś  bardzo  szkoda jego  takie  nieszczęście, szczególnie że człowiek nie zaradny. Nie pamiętam dokąd go przenieśli. Może byś pojechała odwiedzić go, bez żony pewno opuści się, trzeba i oszyć i obmyć. Ale może on gdzie daleko i podróż będzie drogo kosztować, chociaż w każdym razie nie tyle co z Tupalszczyzny. U nas zupełnie zginęła droga, była piękna sanna a teraz wszędzie stoi woda, w rzece podniosła się pod samą kładkę, za
to  powietrze bardzo miłe, jak przed Wielkanocą.
Ot już i po świętach. Na Wilję robiłam to co i zawsze przez ostatnie lata. Było nas czworo i Jaśkowych tyleż, spędziliśmy wieczór razem i łatwo mnie było wszystko zrobić, Olga już trochę ułożyła się, a że ma chęć, więc trudno nie idzie. W kuchni żadnego zamieszania nie było. Potem powiedziałam jej, żeby zawołała Olgę sąsiadkę do siebie na kolację. P. Edwinowa  (58) całuje ciebie i dziękuje za pamięć. Na pierwszy dzień była Tusia z mężem (59) i Halcią, zapraszali do siebie, miał być u nich duży bal, ale naturalnie nikt od nas nie był. Staś też nigdzie nie był na święta, tylko wczoraj my z nim jeździliśmy powinszować imienin p. Jaśkowej. Mamy dużo różnego rodzaju jedzenia dobrego, ale jakoś je się mało. Posłaliśmy sporą paczkę Misiowi, a teraz mam zamiar wysłać Legatowiczównie, ale teraz czekam na masło. Spędzamy czas jak zwykle. Te czasy i p. Pawluciowa coś nie zachodzi. Przyjeżdżały na parę dni córki i Tolo, ale zdaje się już wyjechali do Pierszaj. U Marysi Januszkowskiej odbyły się chrzciny córka Maria - Teresa - Helena. Pisali że Wituś chorował na dyfteryt. Mila kupiła fortepian, ale gdzie bieda to u Marjanka (60), mało to że posada zagrożona, ależ Janka bardzo chora, zrobiła operację, kosteczki koło palców, co ją bolały wycięła, ale myśleli że nie wyżyje. Kilka dni była między życiem a śmiercią, już drugi miesiąc leży w szpitalu. Jedna noga wygoiła się, ale na drugiej rana nie daje się zagoić i nie wiedzą od czego, podobno na jedną chwilę ból nie ustaje i to straszliwy, uśmierzyć niczem nie mogą, od zastrzyków miejsca żywego nie ma, niemożliwie robić więcej, a czasami tak boli, że prosto traci przytomność. Biedaczka pisała sama, jakoby nie patrząc na wszelkie wysiłki podtrzymać ją, czuje się co raz słabszą i jest pewne że nie wyżyje, a w każdym razie i otaczające jej mówią, że jeszcze 2-3 miesiące trzeba będzie leżeć w szpitalu. Siostra jej przyjechała pilnuje ją i w razie śmierci Janka poruczyła jej wychowanie Bobusia. Marjan biedak desperuje. Podobno rany nie goją się od ogólnego wyczerpania organizmu. Nas bardzo niepokoi ta bieda, a pomóc niczem nie możemy. Te czasy już nie ma okazji na pocztę, chociaż listy świąteczne już wysłane i otrzymane, przygotowuję ten, żeby przy sposobności odesłać.
Staś zabił lisa przed świętami, był bardzo rad, za skórkę wziął 50 zł. Nareszcie już szkoła przeniesiona do Wróblew (61), na razie wykończyli tylko jedną klasę, tak że do lata nauczycielka będzie mieszkać w Padniewiczach. Jasełka mają być na święta rosyjskie. Pewnie Jureczek lepiej zna ciebie niż matkę? A przy kim on nocuje? Wczoraj u Jaśkowych znalazłam kartki i opłatek od Oldzika, bardzo dziękuję. Na trzeci dzień świąt (62) byłam z p. Weryżyną na mszy w Kijowcu (63), teraz zbiera się więcej ludzi. Pisał Miś, że może na Wielkanoc przyjedzie, a to już nie bardzo daleko, za trzy miesiące. W ogóle czas idzie prędko, byle Bóg dał wszyscy byli zdrowi i było spokojnie. U mnie spędza paznokieć, dobrze, że nie prawa ręka a lewa, co prawda roboty prawie żadnej nie robię, chyba skarpetki. W mieszkaniu ciepło.. Edwinowej karzę palić w piecu nie rzadziej jak przez dzień, u niej okropna wilgoć. Jadzia jedzie do Pierszaj, list ten wrzuci do skrzynki. Całuję ciebie serdecznie, Twoim pozdrowienia łączę. Dziś już mamy N. Rok, daj Boże żeby był dla nas wszystkich łaskawszy.
K. Żeb.
16/I/32r.
Kochana Zosiu!
Wczoraj otrzymałam list Twój i spieszę odpisać. Jeżeli ciebie nie wyprawują to posiedź jeszcze tam. Droga taka, że niewiadomo jak jechać, co prawda prawie wszyscy jadą jeszcze sankami, ale próbują już i na kołach. Niby na drodze jest jeszcze trochę lodek ale miejscami golutki piasek. Przed tygodniem jeździłam do Iwieńca była bardzo śliska droga, tam dojechałam szczęśliwie, a w powrotnej drodze woźnica mój z rozpędu wywrócił mnie na lód. Bogu dzięki nic nie złamałam, był dobry mróz i ubrana byłam grubo, więc chociaż mocno uderzyłam się głową i lewym bokiem, ale żadnych uszkodzeń większych nie było, tylko oko podbite i ręka jakiś czas bolała, ale to głupstwo, dobrze że na tem koniec. Przykro jakoś patrzeć, że wszędzie czarno na polu, a to dopiero połowa stycznia, chociaż dobrze, bo ciepło, ale jeszcze będzie wszystkiego. Odzwyczaiłaś się od cięższej roboty, przykro będzie z drzewem, a co prawda nie ma nikogo w dziedzińcu, kto by pomógł. P. Pawluć posyła parobków z końmi aż za Iwieniec do lasu na zarobki wozić drzewo. Janowa już wyniosła się do swojej chaty, tam stara się, by ją wzięli za strużkę do nowej szkoły.Jasełka udały się bardzo dobrze, miejsca były płatne, było dużo osób, nie mówiąc o wioskowych, ale dużo nauczycielstwa, była Tusia, p. Jaśkowa, ja nie byłam bo posyłałam Olgę, ale chcą jeszcze drugi raz urządzić na prawosławnych święto trzech króli. Wszyscy podziwiali że p. Weryżyna tak wyuczyła dzieci i dziękowali p. Weryżynie, co prawda że było za co tyle ona pracowała. Pisała p. Henrykowa, że pisałaś do niej, ale ona adresu nie miała więc na chybił-trafił wysłała kartkę na adres rejęta. Nie rozumiem tego, ale ona tak napisała. Wysłałam paczkę biednej p. M. Legatowiczównie. Nic nowego u nas nie ma do zakomunikowania. Od Marjana listu nie było, ale ktoś pisał że Janka ma się trochę lepiej. Więc Zosiu w styczniu jeszcze nie przyjeżdżaj i nie rób tego wyjazdu raptownie, rozmów się z Oldzikiem akuratnie, uprzedź że chcesz wyjechać i z jakiej racji, a tam Bóg da i sanna będzie dobra może pod koniec lutego. Nie naznaczam Tobie terminu broń Boże, zawsze możesz kiedy chcesz, ale byle nie wyszło jakich przykrości. Naturalnie o tym napiszesz. Całuję ciebie serdecznie. Olgierdowi i żonie jego pozdrowienia łączę.
Życzliwa K. Żeb...

18/II
Kochana Zosiu!
Dziś otrzymałam list ten i staram się jak najprędzej go odesłać tobie. Przepraszam że przeczytałam, chociaż był zaadresowany do ciebie, ale oprócz tego że byłam ciekawa, myślałam może cokolwiek tyczy się mnie, parę listów miałam od swoich z Rosji, wysyłały się z różnych miejsc. Twój list otrzymałam. Co do twego przyjazdu jeszcze raz powtarzam, że możesz wrócić o każdej porze, kiedy chcesz. Teraz już śniegu dużo i sanna pewno dobra, co prawda silne mrozy, było do 25 stopni. Jak takie chłody, to u nas w mieszkaniu nie ciepło. Co do roboty, już nie ma żadnej gospodarki, to naturalnie najtrudniej z noszeniem drzewa i mnie najwięcej żal byłoby ciebie do tego używać, a kompletnie nie ma komu pomóc. Olga młoda, zdrowa, to mała bieda. Nawet p. Wereżyna mówiła „niech by Zosia przeczekała te chłody, byłoby łatwiej jej z drewnem”. Olga umówiona na czas nieokreślony, więc z nią krępować się
nie potrzebuję, chociaż ona bardzo porządna dziewczyna i wszyscy ją lubią. Dobrze żyje z Olą i u nas cisza i spokój. U Pawluciów wszystkich parobków zmieniają, a mają wziąść do siebie rodzinę Kołubiaków. Sami biedni marzną w tym mieszkaniu, nawet proponowałyśmy, aby u nas nocowali, ale krępują się. Klepią wielką biedę całą rodziną przesiadują w gumnie przy młocarni, ona biedna jak wół roboczy, podziwiam jej pracę, a ciągle niedomaga. Naturalnie nie płacą ni dzierżawy ni podatków, bo nie mają czym, ale wogóle wszędzie bieda, Miodawski też nie płaci. Nastrój wszędzie bardzo smutny, wszystkim ciężko.
Dziś imieniny p. Weryżyny, Tusia (64) z Halcią przyjechały przed obiadem, a pod wieczór pp. Konarzewscy starsi (65) i Adaś (66). Traktowaliśmy kołdunami wszystkich, byli też pp. Borys i Szura. Tusia w kwietniu spodziewa się drugiego dziecka (67), ale wygląda tak że poznać tego nie można. Na
lato do nas wybierają się Januszkowscy, a Tusia do siebie zaprasza Milę. Janka jeszcze w szpitalu w Łodzi, ale ma się już dobrze, a chodzić nie ma prawa próbować, póki nie zagoi się zupełnie rana, a Marjan przemęczony do Tarnopola, to koło Krakowa. Bobuś jest przy siostrze Janki. Miś jeżeli będzie mógł choć na parę dni wybiera się przyjechać na Wielkanoc. Esterka wyszła za mąż nareszcie. Jak zwykle ciągle mówią o wojnie, a ja tak tego nie lubię, nie mogę potem spać. Więc z przyjazdem urządzaj jak tobie wygodniej, ja nie mogę naznaczać terminu, mało jakie mogą być przeszkody i okoliczności i pogoda może być różna.
Całuję ciebie i małego waszego, Oldzikowi i żonie jego pozdrowienie łączę. Może jutro uda się list wysłać.
K.Żeb...

27/II
Kochana Zosiu!
Dobrze że prędko odpisałaś, bałam się żeby list nie zginął. Co do wysłania pieniędzy moje zdanie takie, że Oldzik musi koniecznie wysłać, jego o to proszą, to jego obowiązek pomóc rodzicom według  możności, a odmówiwszy sobie w czemkolwiek nie będzie mu bardzo trudno. Co zaś do Ciebie,
ty nie możesz oddać ostatnie parę dolarów które masz, ich tym nie wzbogacisz i nie uratujesz, a kto wie co ciebie czeka. My stare, czy długo przytrzymamy się żyć domem, gdzie zawsze masz kąt, a potem Bóg wie jak będzie. Żeby któren z moich chłopców mieszkał na wsi, to zupełnie co innego, ale ich los przerzuca z miejsca na miejsce. Podobno teraz pieniądze wysyłać do Rosji bardzo nie wygodnie, dają im tam za nich bardzo mało, tak mnie mówiło kilka osób. PP. Kotenowie mają tam córkę w domu z malutkiemi 3 dziećmi, starają się sprowadzić ją tutaj, ale jakoś nie udaje się, a że jest zupełnie
bez żadnych środków więc posyłają każdego miesiąca 5 kilo produktów, więcej nie można: słonina, cukier, mąka, krupy i chociaż to trzeba jej opłacić tj. zapłacić cło, ale opłaca się. Ja też chciałam wysłać do Kijowa produkty, napisałam do siostry o tem ale do tych czas nie mam odpowiedzi, dziś wysyłam
drugi list. Może zebrać jakieś 100 zł, Trudno, ale za to one otrzymają bardzo niewiele. Bardzo chciałabym im pomagać, ale co robić kiedy nie mogę. Bóg widzi moje chęci, a muszę zgodzić się z losem. Dusza boli jak posłyszysz ile to teraz na świecie biedy i niedoli, my bogacze przy nich.
Przyjeżdżaj Zosiu kiedy chcesz, ale moim zdaniem trzeba zaczekać, teraz takie mrozy, śniegi, zamiecie, szczęśliwy człowiek, kiedy może siedzieć pod dachem. Myśl o Pawluciach mnie męczy, jak oni tam siedzą nie mogę zrozumieć, dużo razy proponowałam żeby Jadzia i chłopcy przynajmniej przyszli do nas, ale nie chcą. Raz nawet poszłam zabrać Jadzię żeby przyszła do mnie, powiedziała że zaraz przyjdzie i nie zjawiła się. Nic nie płacą ani Edwinowej, ani podatków. Edwinowa ciągle naciska, sama jak mówi siedzi bez grosza, co być może. Może być kiepsko, mogą zaaresztować jego nieszczęśliwy inwentarz, aż strach pomyśleć, kiepskie było jego położenie w zeszłym roku, ale teraz gorsze. U nas też nie ciepło, chociaż nieco cieplej niż w zeszłych latach. Szczególnie zimno w kuchni. Olga codziennie nakłada na płytę pełno drzewa, żeby choć trochę podeschło. Byłam zadowolona jak dowiedziałam się, że będą Kołubiakowie, ale podobno to rozchwiało się, zostają ci sami, tylko Wasyl nie ma być. Przy Kołubiakach można byłoby by rozliczyć na posługę, ale kto wie jak tam jeszcze będzie.
Dziś było 25 mrozu, a teraz pod wieczór mrozu mniej ale zaczyna się zamieć, a jutro mamy zamiar jechać do kaplicy. Powiadają jakoby ks. Cyran ma być w Rakowie tylko do Wielkanocy, ale może to tylko pogłoska. Co do lata to na razie jest projekt, że Marysia z dziećmi przyjedzie na dwa miesiące, ale też kto wie jak to potem będzie, myślę że p. Henrykowa przyjedzie do nas, bo nawet o tem pisała.
Bardzo dziękuję za fotografię Jureczka, bardzo milutki chłopaczek, poszlijcie go Maniusi i dziadkom. Pieniądze może lepiej żeby Oldzik wysyłał nie od siebie, to samo nazwisko, ale co ja mogę wiedzieć. Wszędzie chorują na grypę. Sielankowie na imieninach nie byli ale pisali. p. Naborowska, która u nich
zimuje, parę tygodni nie wstaje, a Maryśka chora na bardzo silny bronchit. Biedny p. Tytus siedzi i czeka lepszych czasów. Czy dużo zrobiłaś robót? My jak zawsze robimy skarpetki, rękawiczki, trochę łataniny, wieczorami pasjans, a też p. Weryżyna czyta książki religijne głośno. Do szkoły p. Wer.
jeździ, rodzice umówili się i po kolei przyjeżdżają po p. W. i odwożą. Nauczycielka mieszka u Dimitra, bo w szkole wykończona tylko klasa i kancelaria. Do nas p. Nina przychodzi rzadko. p. Stanisław często objeżdża las, szukają lisów. Leśników dwóch, Siemion i Michaś, ale przychodzą nie na długo, tylko za swemi interesami. Wyprowadziłam zwyczaj karmić ich, z rzadka daję tylko herbatę ogrzać się.
Z Moskal. (68) przyjeżdżają rzadko, na imieniny byli starzy i młodzi Konarzewscy (69) i dwóch Jeśkowych, traktowałam kołdunami. Poczciwy p. Szura (70) bardzo często przychodzi i przynosi pocztę. Jak go już parę dni nie ma, już czegoś nam brakuje. Z gospodarki zostało tylko Hałas i żółta kura, która
lokuje się gdzieś z Pawluciów kurami. Koguta z żalem zarżnęłam, był taki miły, ręczny, codziennie śpiewał w kuchni jak naje się. Szczęście, że Staś zlikwidował w zeszłym roku a nie teraz, nie wziął by i czwartej części. Byliśmy w wielkim strachu, komin znowu mokry, czy namarznięty, ale Bogu dzięki jeszcze trzyma się. Całuję Ciebie serdecznie i maleńkiego, twoim pozdrowienia łączę. Przed wyjazdem napisz
K. Żebrows

---------------------------------------------------------------------
(1)Adresatką listów była Zofia Borowik, ur. 1888 r., zmarła 23.12.1950 w Mińsku.
(2) Autorką listów była Katarzyna Żebrowska z domu Hrehorowicz, żona Wiktora Nikodema Żebrowskiego, matka Wiktora (1890-1942) i Michała (1901-1976) Żebrowskich, współwłaścicieli (1928 r.) Tupalszczyzny.
(3) Galimce - wieś za Pralnikami, na południe od Isłoczy
(4) Nalewanie nafty do lamp naftowych.
(5) Darcie pierza – usuwanie twardych stosin z przeznaczonych na pierzyny lub poduszki piór gęsich.
(6) Konstancja z Żebrowskich (1856-1943), wdowa po Adolfie Weryho-Darewskim, właścicielka folwarków Wróblewszczyzna i Kijowczyk, szwagierka autorki listów. Zob. o niej: „p. Konstancja Weryho - Darewska, wdowa po rzeczywistym radcy stanu, obywatelka gub. mińskiej, powodowana miłością dla swoich współwyznawców, uczciwych pracowników, najchętniej ofiarowała cały potrzebny materiał drzewny dla plebanii, nie zważając na swe stosunkowo dość skromne fundusze” w "Krótki Zarys Dziejów Kościołka .. w Iwieńcu ", Iwieniec 1909. http://www.iwieniec.eu/zarys/Zarys-38.htm
(7) Wykopaliśmy.
(8) Wytwarzanie masła w maselnicy.
(9) Imię krowy.
(10) Inaczej: kłopot.
(11) Częsta praktyka zlecania odpłatnego przechowania krów przez zimę w dobrze zorganizowanej oborze dużego majątku.
(12) maj. Moskalewszczyzna.
(13) Antonina Żebrowska z domu Grau - wdowa po Edwinie Żebrowskim (1863-1918), stryju męża Katarzyny Żebrowskiej, właścicielka części maj. Tupalszczyzny.
(14) Pawluciowie h. Prawdzic - drobna szlachta; któryś Pawluć był administratorem Moskalewszczyzny do końca I wojny św.
(15) Padniewicze - sąsiednia wieś nad Isłoczą.
(16) Jasełka - widowisko o tematyce bożonarodzeniowej.
(17) Wróblewszczyzna - wieś i folwark opodal Tupalszczyzny.
(18) Osoba niezidentyfikowana.
(19) Tupalszczyzna.
(20) Władysław Grabowski.
(21) Wstawione dublety, okna wewnętrzne.
(22) Konstancja z Grabowskich - żonaAdama Konarzewskiego z Moskalewszczyzny, siostrzenica męża autorki, dla której autorka to – stryjenka.
(23) Emilia z Grabowskich Jankowska - żona sędziego sądu wojewódzkiego w Wilnie.
(24) Maria z Grabowskich Januszkowska - żona sędziego sądu wojewódzkiego w Wilnie.
(25) Michał Żebrowski - syn autorki listu i zmarłego Wiktora Żebrowskiego (1854-1919).
(26) Wiktor Żebrowski - syn autorki listu i Wiktora Żebrowskiego (1854-1919).
(27) Czyli w Ojceniewie.
(28) Olgierd Piotrowski, chrześniak Zofii Borowik, adresatki listów, syn najstarszy Emilii z domu Borowik i Józefa małżonków Piotrowskich.
(29) Niezidentyfikowana osoba.
(30) Konstancja Konarzewska - zob. przyp. 20
(31) syn autorki listów, Wiktor Żebrowski z żoną Wandą z domu Wartman, córką emerytowanego starosty wołożyńskiego.
(32) Syn Michał, oficer Marynarki Wojennej RP w Gdyni.
(33) Kaban – dawniej - wieprz lub dzik.
(34) Pierszaje - małe miasteczko opodal.
(35) Wiktorostwo - Wiktor z żoną Wandą.
(36) fasa (faska) - beczka do przechowywania produktów spożywczych.
(37) Grabowski - Katarzyna Żebrowska to wujenka Stanisława Grabowskiego
(38) DrAlfred Połoński - ur. 1894 r., dyr. szpitala w Iwieńcu, aresztowany 13-X-1939 r. przez okupacyjne władze sowieckie.
(39) czyli przed 25 listopada, św. Katarzyny
(40) Wiktor i Wanda Żebrowscy.
(41) Tusia to Konstancja z Grabowskich Konarzewska - żonaAdama Konarzewskiego, syna właścicieli Moskalewszczyzny.
(42) ? Tytus Naborowski ?
(43) Osoba niezidentyfikowana.
(44) Janina, żona Mariana Grabowskiego.
(45) Mila czyli Emilia z Grabowskich Jankowska, żona sędziego, mieszkali w Wilnie.
(46) Zob. przyp. 41.
(47) Knur - samiec świni domowej hodowany dla celów rozpłodowych.
(48) Pud - rosyjska jednostka wagowa. 1 pud = 16,38 kg.
(49) Stanisław Grabowski (1890-1934), - syn Kazimiery z Żebrowskich (1863-1919).
(50) Szura (zdrobnienie od Aleksandra) Jeśkow.
(51) Janowa – żona Jana, Wasilicha, żona Wasila.
(52) Moskalewszczyźnie - zob. przypis 12. Po remoncie we dworze powstały dwa osobne mieszkania.
(53) Wróblewszczyzna - wg Sł. Geogr.: wieś i folwark, pow. Miński, gm. Iwieniec, par. katolicka dawniej Iwieniec, teraz (1894) Pierszaje. Wieś ma 10 osad,. Folwark niegdyś własność Naborowskich, teraz Żebrowskich.
(54) Józef i Emilia Piotrowscy - rodzice Olgierda
(55) Rózia czyli Rozalia Borowik - siostra Zofii.
(56) Zesłali w głąb ZSSR ?
(57) Zapewne Paulina Borowik - bratanica Zofii.
(58) Antonina Żebrowska z d. Grau - wdowa po Edwinie Żebrowskim (1863-1918).
(59) Tusia to Konstancja z Grabowskich Konarzewska, żona Adama Konarzewskiego, syna właścicieli Moskalewszczyzny. Halcia to ich córeczka Halina urodzona 18 VI 1931 zamężna Mączkowska.
(60) Inż. Marian Grabowski (1886-1973) i żona Janina.
(61) Wróblewszczyzny - zob. poprzednio.
(62) Na wsi obchodzono Boże Narodzenie solennie, przez 3dni.
(63) Kijowiec - starodawna wieś i dobra nad Isłoczą, w kierunku Rakowa (Sł. Geogr.).
(64) ŻonaAdama Konarzewskiego.
(65) Stanisław i Aniela z Tukałłów Konarzewscy właściciele maj. Moskalewszczyzna.
(66) Adam Konarzewski - syn Stanisława i Anieli z Moskalewszczyzny.
(67) Zbigniew Konarzewski urodził się 25 maja 1932 r. , zm. w 1982 r. w Koszalinie.
(68) z Moskalewszczyzny.
(69) Stanisław i Aniela z Tukałłów Konarzewscy – rodzice i syn Adam z żoną Konstancją z Grabowskich Konarzewscy.
(70) Szura to zdrobnienie od Aleksander.